Kolejna Ptasia Gospoda dobiegła już końca…
Drugą edycję biwaku instruktorek i drużynowych Lubelskiej Chorągwi Harcerek rozpoczęłyśmy 11 listopada na placu zamkowym w Lublinie o 22:45 gotowe do nocnej podróży. Tym razem naszym celem były Góry Stołowe, jednak wcześniej chciałyśmy odwiedzić (tak odległy od nas) Wrocław.
Po zakupach i pysznym śniadaniu, ruszyłyśmy na podbój wrocławskiego ZOO. Zabawa była przednia i chyba każda z nas znalazła tam swoją bratnią duszę. Po obiedzie przyszedł czas na zwiedzanie ścisłego centrum Wrocławia. Mając w naszym gronie dwie stałe bywalczynie wrocławskich dzielnic oraz świetnie przygotowaną sekcję turystyczną, nie miałyśmy obaw, że przegapimy coś istotnego. Kolejnym punktem programu było… oglądanie nocnej panoramy Wrocławia z punktu widokowego Sky Tower! Klimat i niezapomniane wrażenia gwarantowane, ale przewidziane 25 minut na kontemplację życia z takiej wysokości to jednak dla nas trochę za mało…
Po powrocie do naszej bazy noclegowej zabrałyśmy się za przygotowywanie uroczystej kolacji. Rukola, łosoś, tortilla, naleśniki ze szpinakiem, mango, granat… Kolacja połączona ze wspaniałymi grami pozwoliła nam wypocząć i poczuć klimat wspólnoty oraz więź, jaka od razu miedzy nami się wytworzyła.
Po piątkowej pobudce w środku nocy nasz bus skierował się w stronę granicy z Czechami, po której przekroczeniu odwiedziłyśmy Skalne Miasto. Ta wizyta obfitowała w zasadzki, podchody i sztuczki, ponieważ starałyśmy się wrzucić naszym koleżankom karteczkę ze swoją datą urodzenia tak, by nie widziały. Miałyśmy też jedno ciekawe zadanie, które Poleski Związek Drużyn Harcerek „Turmalin” wyznaczył nam wszystkim jako harc – nauczyć się dowolnego zdania po czesku i nie zapisując go nigdzie, ani nie powtarzając głośno, umieć powtórzyć i wyjaśnić, co znaczy. Wyszło bardzo śmiesznie.
To właśnie w Skalnym Mieście dowiedziałyśmy się, że jest pewien problem – w schronisku „Na Szczelińcu”, które było naszym marzeniem od miesięcy, NIE MA WODY! Pani kierowniczka proponowała nam nocleg w innym miejscu, ale… my nie poddajemy się tak szybko! Po błyskawicznej analizie naszych i lokalnych możliwości podjęłyśmy decyzję – zawalczymy o Szczeliniec! Uzyskałyśmy zgodę pani kierowniczki, która była pod wrażeniem naszej determinacji, wykupiłyśmy wszystkie baniaki 5-litrowe dostępne w Radkowie i dostałyśmy od pana policjanta pozwolenie na podjechanie busem do innego sklepu znajdującego się przy rynku, gdzie normalnie nie mogłybyśmy dojechać ze względu na wagę – naszą wagę. Po pomyślnym zapakowaniu 315 litrów wody do windy z resztą dobytku ruszyłyśmy na górę. Wnętrze schroniska, jego wspaniała załoga, pyszny obiad i gorąca czekolada utwierdziły nas w przekonaniu, że decyzja była słuszna! Wykorzystując górski klimat rozpoczęłyśmy warsztaty obywające się w dwóch blokach, które miały na celu odpowiedzenie na potrzeby naszej chorągwi: „Kurs zastępowych, szkoła zastępowych i ogólnie pojęte ich szkolenie” prowadzone przez phm. Aleksandrę Chacińską oraz „Praca w stopniach”, o której rozmawiałyśmy z pwd. Katarzyną Szarafińską.
Po warsztatach spotkałyśmy się jeszcze wszystkie na tradycyjnym podsumowaniu dnia, z radością i wzruszeniem śpiewając „Nie przegap” oraz świętując 19. urodziny pwd. Moniki Szamik.
Kolejny dzień (sobota, 14.11.2015) upłynął nam pod znakiem obiecanej, wyczekanej wędrówki. Przeciskanie się bardzo wąskimi przejściami dostarczyło nam wiele radości (niektórym też guzów na głowie…). Przeszłyśmy trasę turystyczną rozpoczynającą się tuż obok naszego schroniska, kierując się do Błędnych Skał, potem do Pasterki, gdzie się posiliłyśmy, by w końcu znów odbyć wejście po ciemku na Szczeliniec. Odpocząwszy, znów podzieliłyśmy się na bloki warsztatowe: „Kapituła wędrowniczki” prowadzona przez phm. Agnieszkę Ćwiekę oraz „Praca z kadrą” phm. Zuzanny Włodarczyk. Na obydwu tych zajęciach przeprowadzałyśmy też pewne ćwiczenie, którego działania do tej pory niektóre z nas zupełnie nie rozumieją. Po warsztatach przyszedł czas na dzielenie się umiejętnościami, które deklarowałyśmy w ankiecie zgłoszeniowej na Ptasią. Ola Kochaniak uczyła nas robienia przepięknych drewnianych zakładek do książek metodą decoupage, Agnieszka Ćwieka dzieliła się swoją pasją do kur-maskotek, Kasia Szarafińska pokazywała jak wykonywać rożne cuda z filcu, Kasia Błaszczak uczyła robić niesamowite fryzury, zaś Paulina Bator dzieliła się swoim niesamowitym talentem do szycia proporców.
W międzyczasie wykonywałyśmy także harc wymyślony przez Lubelski Hufiec Harcerek „Witraż”, którym był brak możliwości sprawdzania godziny na zegarkach i telefonach, co poskutkowało cudowną beztroską i przeciągnięciem się zajęć. Dlatego późnym wieczorem zjadłyśmy kolację, po której przyszedł czas na tradycyjne podsumowanie dnia, gdzie każda z nas mogła odpowiedzieć o swoich spełnionych i niespełnionych podczas biwaku potrzebach (przy pomocy pewnego spisu).
Kiedy wybiła północ, zdałyśmy sobie sprawę z tego, że… jedna z nas, pwd. Weronika Urbaś, kończy właśnie 19 lat! Po zaśpiewaniu uroczystego „Sto lat” i wręczeniu prezentu cztery mądre druhny wpadły na pomysł wykonania poznanego tego dnia ćwiczenia – podniesienia Werki tylko przy pomocy swoich palców, co skończyło się dla niej niezbyt szczęśliwym upadkiem, a dla nas niezłą porcją strachu i nauczką na przyszłość.
Nasz ostatni wspólny dzień rozpoczął się śniadaniem i deszczowym zejściem ze schroniska. Czym prędzej pomknęłyśmy na poranną Mszę Świętą do Radkowa, po której niestety przyszło nam wracać do szarej, deszczowej, szkolno-studencko-pracowniczej rzeczywistości.
pwd. Aleksandra Kołodyńska
Zdjęcia: pwd. Eliza Kowalska, pwd. Martyna Michalska, pwd. Karolina Bryła



